«

»

Polcon, 29 sierpnia – 1 września 2013, Warszawa

Polcon 2013

Dzisiejszy odcinek jest luźnym zbiorem kilku moich przemyśleń po zakończonym przed tygodniem konwencie Polcon. Nie jest to dogłębna relacja czy analiza punkt po punkcie, a jedynie krótka, ogólna i bardzo luźna relacja.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

5 komentarzy

  1. Szymas pisze:

    Na Polconie byłem ze znajomymi tylko w sobotę. Poligonowy Kolejkon nas ominął, choć i tak czekaliśmy jakieś 20-30 minut + zabrakło formularzy akredytacyjnych (ale na szczęście miałem przy sobie kilka czystych kartek A4, więc wykonaliśmy je odręcznie). Należę do uczestników, którzy planują swój udział w konwencie godzina po godzinie, ale w tym wypadku – w związku z rozrzuceniem konwentu na kilka budynków i nieczytelnością mapek – musiałem odpuścić. Do tego czasem nawet nie bardzo wiedziałem, gdzie mógłbym się w danej chwili udać (nie dostaliśmy programu z opisem prelekcji, a w wielu przypadkach sam tytuł niewiele nam mówił). W końcu zaliczyłem tylko dwie prelekcje, na których najbardziej mi zależało oraz spędziłem sporo czasu na targach + odwiedziłem Złote tarasy. Najbardziej brakowało mi, najogólniej rzecz ujmując, konwentowej atmosfery: dyskusji na korytarzach, zakręconych gźdaczy, organizatorów śmigających po korytarzach i mnogości dodatkowych atrakcji (które pewnie gdzieś tam były, tylko do nich nie dotarłem). Sama hala targowa też mnie zawiodła, bo największe stoisko z książkami w nie oferowało ŻADNEJ zniżki, a przykładowo Egmont sprzedawał swoje własne komiksy po cenie wyższej, niż ta ze sklepu Gildii. Ogólnie strasznie dużo rzeczy mógłbym zaliczyć na minus, a jednak wspominam ten dzień w stolicy całkiem pozytywnie. Szkoda, że organizacja tak zawiodła, ale i tak miło było zaliczyć kolejny konwent.

    1. Mando pisze:

      Egmont ma zawsze słabe zniżki na konwentach. Nawet na MFK mieli wysokie
      ceny. A właśnie przypomniałeś mi o istotnej kwestii. W necie w każdej
      relacji krytykuje się oznakowanie, które ponoć w piątek było tragiczne,
      ale w sumie potem miałem głęboko w d… że jest to robione odręcznie a nie
      wydrukowane dopóki prowadziło do celu. Na znaczie większą krytykę
      zasługuje bajzel przy akredytacji. Ty mówisz, e nie dostałeś nawet
      informatora. Ja opłaciłem akredytację w czerwcu, na informator się
      załapałem, ale takie komiksy, książki z tekstami zajdlowymi i same karty
      do głosowania były rozdawane chyba w sposób losowy. Ludzie musieli się
      potem wykłócać o karty do głosowania w związku z czym zapewne część
      wzięła ich więcej. Identyfikatory też szły w niektórych przypadkach
      podwójnie w związku z czym proces wyłonienia zwycięzcy stał się jeszcze
      bardziej bezsensowny niż zwykle.

      1. Szymas pisze:

        To mnie zasmuciłeś, bo właśnie chciałem się wstrzymać z zakupami do MFK…
        Ale mnie nie chodzi o kredę na chodniku czy kartki na ogrodzeniu – to było ok. Trudniej mi było odnaleźć się w poszczególnych budynkach. Sale nie zostały rozmieszczone w jakiś szczególnie logiczny powód i często biegałem po piętrze budynku tam i z powrotem, by znaleźć jakąś prelekcję :P

        To z kartami do głosowania też był taki burdel? Cóż, trochę to słabe…

        1. Mando pisze:

          Tu masz zniżki Egmontu z zeszłorocznego MFK. http://www.stephenking.pl/fandom/imprezy_mfkig2012/09.jpg

          1. Szymas pisze:

            n/c –‚

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.