«

»

Martwe zło (2013)

Evil dead (2013)

W dzisiejszym odcinku przygotowałem, krótką recenzję filmu, będącego najnowszą odsłoną serii, o której mógłbym mówić znacznie dłużej. Dzisiejsza opinia nagrana pod wpływem emocji, na gorąco po seansie, który wywarł na mnie bardzo duże wrażenie.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

11 komentarzy

  1. Mando pisze:

    Niestety dopiero z netu dowiedziałem się o ciekawostce w końcowych napisach. Bardzo spieszyłem się na autobus i wybiegłem z kina jeszcze na planszy tytułowej przed końcowymi napisami. Ciekawi mnie natomiast opinia ludzi na temat płynności filmu. Bo ja mam wrażenie, o czym wspominam w tym omówieniu, że elementy „lekkie”… takie nieco głupawe, trochę nie pasują do poważnego podejścia do tematu, ale z drugiej strony mogłem być za bardzo pod wpływem brutalności wylewającej się z ekranu i mogłem zbyt poważnie odebrać ten film. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy jakieś kino zrobi znów nocny maraton horroru i będzie okazja po raz drugi, bardziej na luzie obejrzeć Evil Dead.

  2. Mando pisze:

    Niestety dopiero z netu dowiedziałem się o ciekawostce w końcowych
    napisach. Bardzo spieszyłem się na autobus i wybiegłem z kina jeszcze na
    planszy tytułowej przed końcowymi napisami. Ciekawi mnie natomiast
    opinia ludzi na temat płynności filmu. Bo ja mam wrażenie, o czym
    wspominam w tym omówieniu, że elementy „lekkie”… takie nieco głupawe,
    trochę nie pasują do poważnego podejścia do tematu, ale z drugiej strony
    mogłem być za bardzo pod wpływem brutalności wylewającej się z ekranu i
    mogłem zbyt poważnie odebrać ten film. Mam nadzieję, że za kilka
    miesięcy jakieś kino zrobi znów nocny maraton horroru i będzie okazja po
    raz drugi, na luzie obejrzeć Evil Dead.

  3. Marek Bolesta pisze:

    Na początek napiszę o tych scenach (scenie) mniej poważnych – rzeczywiście gryzły się z całością, ale moim zdaniem były to na tyle krótkie i do tego prowadziły do satysfakcjonującego rozwiązania, że nie przeszkadzało mi to ani trochę. Z napisów końcowych – sama scenka (krótka przecież) przypieczętowała tylko moje zadowolenie z seansu i wyszedłem z niesamowitym bananem na ustach.

    A tak – zgadzam się z każdym Twoim słowem, wrażenia mamy identyczne. Świetny film, czekam na więcej.

    PS. Zabawna sprawa, przez kilka minut łudziłem się, że w końcowych sekwencjach, to Ash wychodzi z ziemi ;p Chciałem wierzyć.

  4. Jerry pisze:

    Ja jedyne do czego się mogę przyczepić to otwarcie i to nie dlatego, że było złe, ale dlatego, że było moim zdaniem trochę niepotrzebne. Co do scen końcowych o których mówisz to mi to nie przeszkadzało, bo mimo,że było to trochę wariackie, to nie na tyle aby mi obraz filmu zburzyć. Z resztą finał i zamiana postaci Asha na kobietę wypadło rewelacyjnie. Kiedy przed tym właściwym finałem mamy taki moment uspokojenia to pomyślałem, „hej chyba nie pojadą taką hollywodzką tandetą” i zaraz po tym dostałem po twarzy mistrzowskim zakończeniem. Taki remake to mogę oglądać – zrobiony z miłością do oryginału, ale bez czołobitności wyznaczający własną ścieżkę. No a technikalia (efekty plus muzyka) to czysta poezja.

  5. Szymas pisze:

    Ja dopiero dziś nadrobiłem zaległości i odwiedziłem kino. Potem na spokojnie odsłuchałem po raz kolejny Twój podcast i powiem Ci, że… mam mieszane uczucia. Od strony audiowizualnej film jest niemalże doskonały. Gra aktorska daje radę. Zachowanie bohaterów, jak zauważyłeś, jest odpowiednio umotywowane (jedynie David mnie wkurzał). Efekty gore są świetne, jumpscenki kilka razy mnie zaskoczyły. Jest dynamicznie i krwawo. Do tego ten smaczek na końcu… Niby wszystko jest tak, jak być powinno, a jednak czegoś mi brakowało. Być może po tych wszystkich pozytywnych recenzjach w sieci miałem zbyt duże oczekiwania. Sam już nie wiem, co myśleć.

    1. sk pisze:

      Ja niczego nie czytam ani nie słucham o tym filmie. Jak pojde do kina i wroce to wyzwę mando na pojedynek polemiczno-podkastowy :)

      1. Szymas pisze:

        I dobrze robisz. Ja naczytałem się w sieci całej masy pochwał i przez to nastawiłem na taką rewolucję, że jakoś nie potrafiłem w pełni cieszyć się seansem.

    2. Jerry pisze:

      Ciekawe spojrzenie. Ja po seansie wróciłem do oryginalnej trylogii i tylko się utwierdziłem w przekonaniu, że to znakomity film.

      1. Szymas pisze:

        Ja też mam teraz ochotę na powrót do ED 1-3 (+ Within the Woods, którego jeszcze nie widziałem), ale sam seans nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Nie mam się, do czego przyczepić, ale zarazem brakowało mi jakichś fajerwerków. Jakiegoś porządnego zaskoczenia.

  6. SK ura pisze:

    Dziwne, że dopiero teraz przesłuchałem – ja film ocenilem 4/10, ale potem dałem mu 5/10 . Ogólnie porażka dla mnie. Może jakbym oglądał w kinie byłby lepszy odbiór. Dziwne też że oglądałem film 3 tygodnie temu i teraz słucham podcastu – film tak mi się nie podobał że wyrzuciłem wszystko co związane z nim z głowy – łacznie z obowiązkiem przesłuchania tej audycji.
    Niby na poważnie, ale były smętne elementy humorystyczne. Aktorzy do bani, wysunięcie na pierwszy plan dziewczyny zamiast Asha – tez mi sie nie podobało. Albo remejk albo zmieniamy główne elementy [poco narkotyki?] Wolałbym restart serii jak przy Batmanie Nolana – czyli dać Asha ale takiego bardziej naturalnego, realistycznego. Jedynie gra aktorska podobała mi się tego hipisa z długimi wlosami. Główna opętana zagrała dobrze ale przez 10 sekund – te które są pokazane w genialnym trailerze. Poza tym gadają jacy są biedni, że ona ćpa, że przyjaźń, że miłość i inne „pierdoły”, pierdoły bo świecie EVIL DEAD z 80 nie było czasu na takie pierdoły tylko na walkę ze złem! I paradoksalnie tamten film był mocniejszy niż ten.
    Główny mój zarzut to scneariusz i reżyseria – jak dla mnie zero dramaturgii. Sam Raimi wiedział kiedy DUPNĄĆ a kiedy DAĆ ciszę. Tam można było dostać zawału – widz plynął jakby na sinusoidzie odpaczynek, podejście, walnięcie, odpoczynek, podprowadzenie, walnięcie i tak do końća tylko z większą częstotliwością. W Remejku jest: WALNIĘCIE WALNIĘCIE WALNIĘCIE odpoczynek WALNIECIE WALNIECIE WALNIĘCIE. Trzymał mnie w napieciu przez pierwsze moze 30 minut. Jestem rozczarowany, bo trailer mnie przekonał że może się udać. Udał się trailer, który jest niewiarygodny.

    PS
    Aha , wiem, zamiast dobrej dramaturgii postawili na gore – straszą gore tutaj, czego w oryginale nie było. Albo tylko symbolicznie i ze smakiem. Reżyser pomylił się moim zdaniem – jak chciał kręcić taki film to mógł se zrobić remejk Guinea Pig.

    1. Mando pisze:

      No to mamy całkowicie odmienne zdanie, ale też nie ma za bardzo o czym dyskutować. Ja już raczej powiedziałem wszystko co miałem do powiedzenia. Dla mnie jeden z najlepszych remake’ów jakie widziałem, oglądałem jak do tej pory tylko ten jeden raz w kinie, ale jakbym teraz miał wybór to wolałbym po raz drugi zobaczyć nową wersję niż po raz setny oryginał :D Tylko na razie nie stać mnie na kupowanie dvd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.