«

»

Pokój 415

W dzisiejszej audycji opowiadam o nowelce Edwarda Lee – „Pokój 415” – wydanej u nas w nietypowy sposób i w ograniczonym nakładzie przez Wydawnictwo Dobre Historie.

Opis wydawcy: Głównym bohaterem opowieści jest Jack Flood, człowiek sukcesu i wpływowy biznesmen, który przybywa na Florydę, aby uczestniczyć w branżowych targach. Pewnego wieczoru, wyglądając przez hotelowe okno, Jack staje się biernym obserwatorem sceny brutalnego seksu w apartamencie naprzeciwko. Piękna dziewczyna zostaje wykorzystana, a następnie ciężko pobita przez dwóch facetów… Jack może wezwać policję, ale nie robi tego. To, co zobaczył, wywołuje w nim bowiem uczucie… euforii i podniecenia.

Realistyczna groza i bezkompromisowe opisy przemocy, mieszają się tu z sensacyjną fabułą, nie pozwalając ani na moment oderwać się od lektury. Nie dajcie się jednak zwieść szokującym scenom, deklasującym każde okropieństwo, o którym dotąd czytaliście. Edward Lee w charakterystyczny dla siebie sposób przekazuje nam w „Pokoju 415” kilka obdartych ze skóry prawd o ludzkiej naturze. I to właśnie czyni tę nowelę tak bardzo smakowitą. Nie wolno nam, a jednak chcemy czytać dalej.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

3 komentarzy

  1. Jerry pisze:

    Ja aż tak negatywnie opowiadania nie odebrałem, ale szczerze mówiąc dokładnie czegoś takiego się spodziewałem. Trochę szkoda, że sięgnięto po sensacyjną pornografię, a nie horror… Ale finał mi się nawet spodobał, choć tak jak mówisz ciężko go traktować zupełnie poważnie.

    I w 100% zgadzam się z porównaniem do Mastertona. Ja już przy „Ludziach z bagien” stwierdziłem, że Lee może żałować, że nie załapał się na Phantom Pressowski boom lat 90-tych. A ostatni „Golem” tylko mnie w tym utwierdził. Byłby teraz tak popularny jak właśnie Masterton.

    Trzymajmy kciuki za „Dobre historie”. Widać, że pomysły mają i fajnie, że tak się dynamicznie na rynku rozpychają;)

    1. Mando pisze:

      No ja jakoś bardzo negatywnie tego też nie oceniam. Nie męczyłem się czytając ten tekst. Po prostu nie było to nic specjalnego. Takie sobie opowiadanko, które równie dobrze mógł jakiś internetowy pisarzyna stworzyć. No i do tego powoli zaczyna mnie trochę męczyć przepis Lee na literaturę. Plusem mojego powrotu do takiego horroru jest to, że mam sporą ochotę na innych autorów, również tych, których czytałem kiedyś i potem przestałem czytać a zacząłem krytykować. Nie, nie kunca czytać nie będę, ale Masterton leży w kolejce od wakacji i czeka na swój wielki powrót w moje łaski :-)

      1. Jerry pisze:

        Przepis jest faktycznie prosty:) Jak w takim tempie wydawcy nam go będą dawkować to faktycznie szybko może nastąpić przesyt. Ja muszę w końcu spróbować Ketchuma, choć boję się trochę go ruszać.Ja co do takich realistycznych hardcorów mam obawy.

        Wy i ten kunc… czytałem jedną książkę i mi się podobała;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.